sobota, 24 czerwca 2017

Po własnych śladach

Edytuj post 2 komentarze


Święta Bożego Narodzenia. Zima w Zakopanem. Mogłoby się wydawać, że jest wprost idealnie...jest jednak małe "ale". Podczas straszliwej zamieci jeden z bogatych i znanych biznesmenów wpada autem w poślizg i wjeżdża w dom zwyczajnego górala. Powiedzieć można, że był to jedynie nieszczęśliwy wypadek spowodowany złymi warunkami atmosferycznymi, jednak ofiara wypadku miała wprost zmasakrowaną do samych kości twarz, co nasunęło policji podejrzenia o celowym morderstwie z zimną krwią. Pierwsze podejrzenie spada na komisarza Karpiela, którego siostra została przykuta do wózka przez zmarłego już Alberta Cyrwusa. Policjant jednak nie daje się tak łatwo oskarżyć i postanawia wziąć sprawę we własne ręce, aby zbadać tajemniczą śmierć bogacza.


Nigdy nie byłam zwolenniczką powieści kryminalnych. Dlaczego? Możliwe, że nigdy nie mogłam znaleźć coś wystarczająco dobrego oraz ciekawego. I tutaj pojawia się książka Mariusza Koperskiego pt. "Po własnych śladach", która wciągnęła mnie na dobre w akcję przez kilka dni!

Pierwszym plusem jest na pewno sam pomysł na tę historię. Zakopanem, Boże Narodzenie...mogłoby się wydawać, że będzie to spokojna książka, natomiast ni stąd ni zowąd dostajemy niespodziankę w formie tajemniczego wypadku znanego w tamtych okolicach człowieka. Oczywiście nie jest to jedyna dziwna rzecz, którą trzeba będzie dokładnie przeanalizować, ponieważ w lekturze spotykamy porwania, różnego rodzaju intrygi, co na pewno urozmaica i napędza całość!

Bardzo fajnym pomysłem autora jest wprowadzenie do książek chociaż odrobinę kultury tamtejszych terenów. Moim zdaniem było tego troszeczkę za mało i osobiście dodałabym tam nieco więcej informacji dotyczących Zakopanego, tamtejszej mowy itd., ale mimo wszystko miło, że Mariusz Koperski postanowił bardziej wprowadzić nas w te klimaty.

Jedynym i dość dużym minusem, który zauważyłam, to jednak nadmiar wszystkiego. Można by powiedzieć, że przecież to dzięki temu książka staje się ciekawsza, ale dla mnie była ona nieco za ciężka. Lubię, gdy w danej historii dużo się dzieje, ale trzeba pamiętać, że "co za dużo to nie zdrowo" i tak niestety było w tym przypadku. Dużo podobnych do siebie bohaterów, ciągła i nagła zmiana miejsca wydarzeń, sprawiały że w pewnym momencie byłam bardzo zdezorientowana i kilkukrotnie zdarzało mi się cofać kilka kartek wstecz, by ponownie przeczytać dany fragment i wreszcie jako tako go zrozumieć.

Mimo tego na całość nie mogę jakoś bardzo narzekać. Mariusz Koperski stworzył naprawdę dobrą powieść kryminalną, którą warto przeczytać, ale tak jak pisałam wyżej - byłoby lepiej, gdyby autor zawarł w niej nieco mniej informacji i skupił się na jednej rzeczy, ponieważ i on i czytelnik zapewne niejednokrotnie gubił się w całej akcji.



Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Astraia!

poniedziałek, 12 czerwca 2017

Porwana i sprzedana

Edytuj post 5 komentarzy

Życie Sarah już od dziecka było jednym wielkim koszmarem. W rodzinnym domu była świadkiem przemocy fizycznej, natomiast sama doświadczyła molestowania seksualnego ze strony ojca. Przez bardzo długi czas sytuacja ta była ukrywana przed światem, jednak pewnego razu matka dziewczynki domyśliła się, że coś jest nie tak. Mimo wielu spraw sądowych sytuacja w żaden sposób się nie polepszyła. Sarah trafiła do domu dziecka. Mogłoby się wydawać, że w tym miejscu będzie jej o wiele lepiej, jednak sami pracownicy znęcali się nad dziećmi oraz wykorzystywali je seksualnie. Na szczęście po długim czasie bohaterka uciekła z piekła i powróciła do matki. Skończyła szkołę z dość dobrymi wynikami po czym postanowiła szukać pracy. Dzieci były jej powołaniem! Uwielbiała je uszczęśliwiać, ocierać łzy z policzków po starciu kolana, jednak los pokierował ją w nieco inną stronę. Pewnego dnia znalazła ogłoszenie o pracę opiekunki w Amsterdamie. Dziewczyna mimo zakazów matki postanowiła wyrwać się w miasta i pojechać w świat, by wreszcie ułożyć sobie życie. Oczywiście nic nie może trwać wiecznie i tak samo było z jej szczęściem. Sarah zostaje uprowadzona przez ludzi, którzy opublikowali zachęcające ogłoszenie w gazecie. Mimo błagań i płaczu zostaje zmuszona do prostytucji w Ulicy Czerwonych Latarni.


Byliście kiedyś w Amsterdamie? Ja owszem i nigdy nie pomyślałabym, że jest to miasto, w którym rozgrywa się piekło dla tysięcy kobiet. Od samego przyjazdu do tego miejsca byłam wprost zachwycona architekturą, atmosferą i w życiu nie pomyślałabym, że jest to tak negatywne miasto!

Cała historia Sarah napisana jest na faktach. Długo trwało odszukanie dorosłej już kobiety, a przede wszystkim zachęcenie jej do opowiedzenia przerażającej historii, która pozostawiła swój ślad w jej mózgu do końca życia. Wszystko jednak jest możliwe, dzięki czemu powstała ta książka!

Historia ta opowiada o traumatycznym życiu kobiety, która nigdy nie zaznała stuprocentowego szczęścia. Najpierw molestowanie ze strony własnego ojca, następnie przez pracowników domu dziecka, a na samym końcu horror w Ulicy Czerwonych Latarni gdzie musiała usługiwać nieznajomym mężczyznom przez kilka godzin za pieniądze, które zresztą były jej odbierane. Całość pogarszają narkotyki, z których słynie zresztą Amsterdam! Dla tamtejszych kobiet są one jedynie sposobem na przetrwanie za szybami budynku i jedynym wsparciem na jakie mogą liczyć.

Nie wiem jak określić tę lekturę. Nie mogę powiedzieć, że była ona wspaniała, ponieważ jak można nazwać w ten sposób cierpienie wielu niewinnych osób? Mimo wszystko byłam nią zachwycona, ponieważ trafia do czytelnika w bardzo brutalny jak i bezpośredni sposób! Całość napisana jest prostym, zrozumiałym językiem oraz nie mamy w niej do czynienia z długimi, a tym samym zbędnymi opisani, które zazwyczaj pojawiają się w tego typu książkach. Historia niesamowicie mnie wciągnęła w wir tragicznych wydarzeń, mimo że nigdy nie byłam fanką lektur na faktach, a szkoda, bo jak się okazuje mogą one rzeczywiście być bardzo interesujące!


wtorek, 9 maja 2017

Zakazane życzenie

Edytuj post 8 komentarzy

Od wielu wieków tkwiła w swojej lampie, czekając na kolejnego pana. Czekała aż zostanie na nowo uwolniona i wykorzystana, byleby zwykły śmiertelnik mógł przez małą chwilę nacieszyć się spełnionymi marzeniami. Niestety ci nie wiedzą, że życzenia mają swoją cenę, przez co po tysiącach lat dżinny uważa się za potwory, które czekają na zgubę człowieka i trzeba je wytępić. Pewnego dnia młody złodziejaszek za sprawą magicznego pierścienia trafia do zaginionego miejsca. Tam też uwalnia dżinna, stając się jego panem na kolejne trzy życzenia. Dziewczyna spełnia marzenia Aladyna, ponieważ to dzięki nim ma okazję uwolnić jednego z potężnych dżinnów, a tym samym ma szansę na uwolnienie się z lampy raz na zawsze. Niestety przez długi czas nie zdaje sobie sprawy, że łamie jedno z najważniejszych przykazań dżinnów - nie darzyć miłością śmiertelnika. Jest to bardzo trudne, ponieważ tylko Aladyn obdarzył "potwora z lampy" sympatią i pokazał, że jest na równi z ludźmi.

"Miłość nigdy nie jest zła. I tak jak powiedziałaś, nie jest wyborem. Ona po prostu się wydarza, a my jesteśmy wobec niej bezradni"
 

Zapewne każdy z nas zna bajkę Disneya o dżinnach spełniających życzenia, pięknych księżniczkach i złodziejaszkach, których los postanowił się odmienić za sprawą jednej kradzieży. Dzisiaj na nowo poznajemy tę historię, lecz w nieco innym i przede wszystkim oryginalniejszym wydaniu, ponieważ mamy tu do czynienia z miłością pomiędzy śmiertelnikiem, a istotą nadprzyrodzoną.

Książka już od samego początku zapowiadała się niezwykle interesująco, dlatego postanowiłam, że muszę ją mieć na swoich półkach! Po jej przeczytaniu muszę przyznać, że była to bardzo dobra decyzja, gdyż mogłam się cofnąć kilka lat wstecz, gdy byłam jeszcze zabójczo zakochana w Alladynie i sama chciałam posiadać dżinna, który spełni moje najskrytsze marzenia.

Jessica Khoury całą historię przedstawiła jednak w nieco inny sposób, co moim zdaniem wyszło jej na plus. Nie mamy tutaj do czynienia z nudnymi schematami, ale autorka na nowo stworzyła świetną powieść pełną akcji, magicznych opisów, które wciągną czytelnika w świat przedstawiony w "Zakazanym życzeniu".

Bohaterowie książki są bardzo dobrze wykreowani, ponieważ każdy z nich jest całkiem inny. Uważam, że w "Zakazanym życzeniu" nie spotkamy dwóch podobnych do siebie osób, co na pewno jeszcze bardziej urozmaica całość. Aladyn oraz dżinn od pierwszej chwili zdobyli moją sympatię i muszę przyznać, że po zakończeniu czytania trudno było mi się z nimi rozstać. Jeżeli chodzi o osoby oraz stworzenia występujące w książce - brawa dla autorki!

Akcja dzieje się w cudownych klimatach. Pustynie, przepiękne zamki, kobiety w zwiewnych, lekkich ubraniach, owoce...Podczas czytania po prostu człowiek mocno się we wszystko wczuwa, dzięki czemu sama wielokrotnie miałam wrażenie jakbym stała wraz z bohaterami na środku dużej powierzchni pełnej piachu i czekała aż tajemniczy dżinn przybędzie do mnie z lampy, by spełnić kolejne z trzech możliwych życzeń. Świetny klimat, który uwielbiam, więc do szczęścia nic więcej mi nie trzeba było.

Jeżeli miałabym podsumować całość - coś świetnego. "Zakazane życzenie" to lektura obowiązkowa dla czytelników głodnych świetnej, ale też lekkiej historii, która pochłonie ich na kilka godzin. Jak na razie mam wielkiego kaca książkowego po jej przeczytaniu, dlatego myślę, że jeszcze niejednokrotnie będę powracać do czytania tej powieści.

poniedziałek, 1 maja 2017

Mleko i miód

Edytuj post 9 komentarzy
Witam po długiej przerwie! Niestety dopadł mnie wielki kryzys czytelniczy, ale wreszcie powracam! Mam nadzieję, że teraz się ogarnę i nie zostawię już bloga na taki okres czasu! Tymczasem zapraszam na recenzję!


"Mleko i miód" to książka, o której jest niesamowicie głośno już od kilku miesięcy. Nigdy nie byłam wielce artystyczną duszą, która zaczytuje się w poezji, ale tym razem postanowiłam zaryzykować! Jaka jest moja opinia na temat tego hitu?



Książka podzielona jest na cztery części tj. cierpienie, kochanie, zrywanie oraz gojenie. Rupi Kaur porusza w nich najróżniejsze problemy kobiet zaczynając od złamanego serca, a kończąc na zwykłych, codziennych przeszkodach naszego życia. "Mleko i miód" otworzyło mi oczy na to, jak duża liczba kobiet jest źle traktowana w XXI w.

Tomik ten w bardzo dużym stopniu zgłębia się w naszą intymność i robi to w subtelny sposób, co bardzo mnie urzekło. Oprócz pięknych tekstów, które podwyższą naszą samoocenę, spotykamy w książce fragmenty jakie mają za zadanie uświadomić nas o pewnych sprawach, które nie każdą z nas dotyczą i nie potrafimy tego w stu procentach zrozumieć.

Autorka nie posługuje się w książce metaforami, czy słowami jakie musielibyśmy szukać w Internecie, by w ogóle wiedzieć co one oznaczają. "Mleko i miód" cechuje się prostotą, dzięki której każdy jest w stanie zrozumieć, co Rupi chce nam przekazać w swoim tomiku. Możliwe, że są wśród nas bardziej wymagający czytelnicy, więc nie ma się co martwić...jeżeli nie zadowoli was ta prosta forma książki, na pewno waszą ocenę podwyższy piękne wydanie, gdzie spotkamy wiele tematycznych rysunków itp. Uwielbiam tego typu zabiegi, więc mogę dać za to duży plus, ponieważ dzięki temu nie mamy do czynienia z nudnymi, białymi kartkami, a czymś innym oraz ciekawym!


"Mleko i miód" mamy możliwość zakupić w dwóch wariantach! Możemy spotkać książkę w języku jedynie polskim, ale też w polsko-angielskim. Osobiście skorzystałam z drugiej opcji i myślę, że jest to fajny pomysł na naukę języka obcego, dla osób które niekoniecznie sobie z nim samodzielnie radzą. Różnica cenowa nie jest wielka, dlatego myślę, że warto stracić 3 złote więcej, ale mieć z tego jakieś korzyści w postaci lepszego czytania w języku obcym!

Co mogę powiedzieć na koniec? Nie spodziewałam się, że Rupi Kaur zachwyci i mnie, czyli przeciwniczkę poezji! Uważam, że stworzenie książki w prostym stylu było bardzo dobrym zabiegiem dla każdej ze stron - zarówno autorki jak i czytelników. W wydaniu tomiku zakochałam się bez reszty i to samo mogę powiedzieć oczywiście o samej treści książki. Tak jak pisałam na początku - autorka otworzyła mi oczy na pewne sprawy, ale także dzięki niej nieco inaczej postrzegam samą siebie! Uważam, że "Mleko i miód" powinna przeczytać każda kobieta bez względu na wiek! Panom też to polecam, ale myślę, że niektóre (a nawet większość) wierszy nie będą zrozumiałe dla męskiej części czytelników!

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Firstlife

Edytuj post 6 komentarzy

Tenley pewnego dnia zostaje umieszczona przez własnych rodziców w ośrodku, który ma na celu przekonać ją do podjęcia najważniejszego wyboru. Nasi bohaterowie muszę wybrać pomiędzy Trójką, a Miriadą. Są to strefy, na które dzieli się świat i gdy przychodzi pełnoletność trzeba podpisać umowę z którąś ze stref. Dziewczyna nie ma łatwego życia w ośrodku, szczególnie że zawsze czyha na nią niebezpieczeństwo czy też może stracić ważne swojemu sercu osoby. Pewnego dnia do ośrodka przybywa nowy chłopak, który od razu przyciąga wzrok Tenley. Niebezpieczny przystojniak od razu pragnie zbliżyć się do głównej bohaterki, by nawiązać z nią nieco bliższy kontakt. Nie jest jednak takie łatwe jakby się mogło wydawać! A co z wyborem? Będzie w stanie podpisać kontrakt?


To moje pierwsze spotkanie z tą autorką. Kojarzyłam Genę Showalter z książki "Alicja w krainie zombie", ale mimo wszystko nigdy nie miałam okazji tej historii przeczytać! Czy szkoda? Sama nie wiem!
Ostatnio książki opowiadające o dystopii okropnie mnie nudzą. Niestety na rynku pojawia się coraz więcej lektur tego typu i nie byłoby to takie złe, gdyby autorzy nie kierowali się jednym torem. Czy tak samo postąpiła nasza autorka? W pewnym stopniu niestety tak...
Główni bohaterowie książki niestety wydawali się nijacy. Na początku Tenley zwróciła na siebie uwagę, ale do czasu...dopóki nie pojawił się przystojniaczek, na którego widok od razu zapomniała o wszystkich tragediach jakie wydarzyły się w jej życiu, czy o kłopotach towarzyszących jej w danej chwili. Oczekiwałam tutaj, że otrzymam bohaterkę z "jajami", która powali mnie na kolana i nie da o sobie zapomnieć przez długi czas. Niestety tutaj spotkało mnie dosyć duże rozczarowanie...
Jeżeli chodzi o to ciasteczko, które pojawiło się nie stąd ni zowąd - gdybym przeczytała tę książkę rok temu to myślę, że szalałabym za nim. Teraz? Koleś stał się dla mnie po prostu obojętny. Muszę jednak przyznać, że w wielu momentach to tylko on napędzał nieco akcję książki i czytałam ją z większym zainteresowaniem. Autorka myślała, że wstawiając niesamowitego chłopaka nadrobi zaległości, ale niestety nie na wszystkich to działa...
Cały pomysł na książkę uważam za dość ciekawy. Oczywiście świat podzielony na kilka części nie są nowością w dystopii, ale myślę, że Gena poprowadziła to w interesujący sposób. Otoczenie z jakim mamy do czynienia w "Pierwszym życiu" jest bardzo ładnie opisany, mimo że ja osobiście dodałabym jeszcze kilka szczegółów, dzięki którym czytelnik mógłby w większym stopniu poznać strefy z jakimi mamy tutaj do czynienia.
Książkę nie mogę uznać za złą, ale nie jestem też do końca przekonana. Oczekiwałam czegoś innego, a otrzymałam inną historię, którą po prostu miło się czytało. Wielka szkoda, ponieważ po długiej przerwie od dystopii myślałam, że Gena stworzy coś nowego, a jak już pisałam na początku poszła nieco na łatwiznę i stworzyła historię podobną do wielu innych powieści, więc za nowość uznać tego nie mogę.

sobota, 25 marca 2017

Jak zachęcić ludzi do czytania?

Edytuj post 14 komentarzy
Jeżeli jesteś czytelnikiem lub zwykłym Polakiem, który ogarnia co dzieje się w naszym kraju, zapewne wiesz co nieco o ustawie mówiącej o jednolitej cenie książki. Ja na polityce się nie znam, ale tym razem wypowiem się na temat, który bardzo mocno w ostatnim czasie we mnie uderzył!

O co tak właściwie chodzi?!
Ustawa ta mówi, że przez rok od wydania nowej książki, cena okładkowa nie może ulec żadnej zmianie. Jedynym miejscem, gdzie będziemy mogli spotkać lektury o nieco niższej cenie to Targi Książek, które trwają niecały tydzień na rok. Brzmi cudownie prawda?

Jaki jest tego cel?!
Nasi cudowni politycy pragną w ten sposób wspomóc małe księgarnie, biblioteki, które w ostatnim czasie świecą pustkami czy też wzbogacić ofertę wydawniczą. Powiem szczerze, że brzmi to zachęcająco, ale od razu nasuwa się u mnie pewne pytanie...kto kupi książki w cenie 60 zł?

Moja opinia:
Mówi się, że w dzisiejszych czasach coraz mniej ludzi sięga po książki. Wolimy siedzieć przed ekranami komputerów, tabletów czy telefonów i oglądać na YouTubie filmiki ze śmiesznymi kotkami, zamiast usiąść w fotelu z lekturą w dłoniach. Bardzo fajnie, że państwo chce nas zachęcić do częstszego czytania, ale czy na pewno taki sposób jest ich zdaniem dobry?

Mamy dzisiaj XXI w., w którym działa wiele Internetowych księgarni, w których znane bestsellery możemy nabyć w cenie 20 zł. Spotykamy w nich najrozmaitsze promocje -50%, 2 książki w cenie 1 i wiele innych. Szkoda byłoby to w jednej chwili stracić, prawda? Osobiście nie wyobrażam kupować sobie co miesiąc kilka książek w cenie prawie stu złotych, ponieważ tak się składa, że nie każdy śpi na pieniążkach. Ustawa ta ma wspierać małe księgarnie, ale w jaki sposób, skoro Polacy będą uciekać od książek widząc ich cenę okładkową, która czasami robi wrażenie i zwala z nóg!? Coś tu chyba jest nie tak...

Dzisiaj to Empik czy Matras króluje na listach najbardziej znanych, najchętniej odwiedzanych księgarni i wątpię czy to się zmieni po wprowadzeniu ustawy. Małe sklepiki z książkami mają swój klimat, miło je odwiedzić i mogę się założyć, że nie mają tak złej sytuacji, by pomagać im w tak drastyczny dla czytelników sposób. Uważam, że jedynie wszystko się pogorszy, ponieważ Polacy nie będą chcieli kupować nowych lektur w tak wysokiej cenie!

Jako czytelnik, osoba która uwielbia mieć na swoich półkach książki jestem szczerze wkurzona całą sytuacją! Od wielu lat czytam, kolekcjonuję kolejne lektury i nie wyobrażam sobie, aby to się teraz zmieniło. Powiedzmy sobie szczerze jedną rzecz - jeżeli ktoś nie lubi czytać, to wysoka czy niska cena nie zachęci takiej osoby do literatury! Moim zdaniem nasza Polska powinna zająć się jeszcze większym promowaniem czytelnictwa, by zaciekawić innych, a nie skazywać moli książkowych na zgrzytanie zębami z nerwów. Uważam, że tego typu ustawa zmusi nas jedynie do odkładania książek na bok lub nielegalnego ich ściągania na różnego rodzaju stronach!




Osobiście jestem bardzo zdenerwowana tym wszystkim, a wy? Piszcie w komentarzach co uważacie o tej komicznej sytuacji!

niedziela, 19 marca 2017

Miasteczko Darkmord

Edytuj post 2 komentarze


Darkmord to miejsce, które każdy omija szerokim łukiem. Jest to małe, nieznane miasteczko, w którym dzieją się bardzo dziwne rzeczy. Darkmord to jedyne miejsce na świecie, gdzie można spotkać Legendy, czyli straszliwe potwory, które pragną zniszczyć wszystko, co tylko znajdzie się na ich drodze. Na szczęście mieszkańców miasta chronią Łowcy Legend. Przyszłym Łowcą jest nasz główny bohater, czyli dwunastoletni Finn, który niestety nie radzi sobie zbyt dobrze z zabijaniem stworów jak na swój wiek. Chłopak za kilka miesięcy musi przejść test, który zadecyduje o tym czy jest gotowy zostać Łowcą Legend, ale czy uda mu się nadrobić zaległości?


Pierwsza kwestia, która nie daje mi spokoju i muszę ją poruszyć to PRZEPIĘKNE wydanie książki! Kiedy otworzyłam paczkę zaniemówiłam z wrażenia! Sama okładka jest wykonana w minimalny sposób, zewnętrzne strony kartek są całe czarne i te cudowne obrazki w środku...! Mówi się, że książki nie powinno się oceniać po okładce, ale gdy jest się sroką okładkową trudno jest zastosować się do tego powiedzenia!
"Miasteczko Darkmord" przedstawia naprawdę bardzo ciekawą historię. Tajemnicze miejsce, którego nie znajdzie się na mapach, w którym grasują niebezpieczne potwory na pewno przyciągają czytelnika głodnego przygód.
Książka napisana jest w niezwykle prosty sposób i tutaj nieco mi to przeszkadzało. Brakowało mi opisów uczuć, miejsc w jakich znajdują się bohaterowie, ale muszę też wziąć pod uwagę to, że jest to lektura dla jeszcze młodszych czytelników ode mnie i dawniej również coś takiego czytałam. Wszystko nadrabiają jednak liczne obrazki, które znajdziemy między kartkami książki. Wykonane są one z niezwykłą starannością i moim zdaniem na pewno przyciągają wzrok, a tym samym dosyć dużo mówią o samej historii.
Jeżeli chodzi o bohaterów, to tutaj również nie jestem jakoś bardzo zachwycona. Oczekiwałam, że Finn będzie dwunastoletnim twardzielem, który będzie potrafił skopać wszystkim Legendom tyłki, natomiast na samym początku dostajemy go jako taką rozgotowaną kluchę, która potyka się o własne nogi. Mimo tego zdobył moją sympatię, ponieważ jakie nieporadność wydawała mi się po prostu słodka!
Sama nie jestem zakochana w "Miasteczku Darkmord", ale myślę, że gdybym cofnęła się kilkanaście lat wstecz, gdy chodziłam jeszcze do podstawówki, szalałabym za tą lekturą! Teraz szukam już w książkach czegoś więcej, ale mimo wszystko miło było przeczytać coś luźniejszego w weekend. Na pewno książkę mogę polecić początkującym czytelnikom!


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu ZnakEmotikon!
Credits crazykira-resources | LeMex ShedYourSkin | ferretmalfoy masterjinn | colourlovers FallingIntoCreation