czwartek, 17 sierpnia 2017

Lato Eden, czyli książka, po której spodziewałam się czegoś więcej!

Edytuj post 10 komentarzy

Jess to tajemnicza dziewczyna, która woli trzymać się na uboczu, z dala od ludzi. Od zawsze kryje się w cieniu swojej przyjaciółki Eden, która jest jedną z popularniejszych osób w szkole. Mogłoby się wydawać, że ten kolejny dzień będzie taki sam jak każdy inny, jednak nie do końca...Okazuje się, że Eden nagle znika, wywołując tym w najbliższym otoczeniu dużą furorę. Jej przyjaciółka postanawia ją odnaleźć, ponieważ to przecież ona zna wszystkie sekrety i szczegóły życia zaginionej dziewczyny. Niestety tutaj się myliła, ponieważ okazuje się, że Eden ukrywała ważne rzeczy przed tak bliską sobie osobą.

Znalezione obrazy dla zapytania lato eden
Od samego początku książka bardzo mnie zaciekawiła. Uważałam, że będzie to pozycja lekka, ale zarazem interesująca, w sam raz na letnie dni. Na pewno do lektury przyciągnęła mnie też sama okładka, która przepięknie prezentuje się na półkach. Niestety mogę powiedzieć, że tutaj plusy tej książki chyba się kończą...

Sam opis książki, zapewnia czytelnikowi, że ten spędzi cudowne chwile z niezwykle interesującą historią, pełną zwrotów akcji oraz zagadek. Niestety tutaj nieco się na to nabrałam! Na początku zapowiadało się rzeczywiście ciekawie, ale z każdym kolejnym rozdziałem było coraz gorzej. Zaginięcia kojarzą się mi z licznymi zagadkami, które trzeba rozwiązać, zawiłymi sytuacjami, niebezpieczeństwami, natomiast tutaj kompletnie tego nie było. Dziewczyna zniknęła i miałam wrażenie, jakby w pewien sposób zostało to zignorowane i poprowadzone w złą stronę, co nie zrobiło dobrze całej powieści.

Na plus na pewno jest to jak Liz Flanagan stworzyła bohaterów książki. Są oni bardzo dobrze wykreowani, każdy z nich jest całkowicie inny, co na pewno wychodzi na plus i przede wszystkim urozmaica fabułę. Spotykamy tutaj osoby, które zyskają naszą sympatię, ale również będą nas od siebie odpychać, jednak drugi typ spotykamy tutaj dość rzadko (na szczęście!).

Nie chciałabym jedynie narzekać na książkę, bo nie tutaj o to chodzi. Przede wszystkim nie mogę powiedzieć, że była okropna i nie dało jej się czytać. Rzeczywiście była to lekka młodzieżówka, w której niestety zabrakło czegoś, co mogłoby mnie zaciekawić. Tak jak pisałam - spodziewałam się zwrotów akcji, których nie było. Na pewno mogę pochwalić to, że lektura mimo wszystko porusza poważniejsze tematy takie jak przyjaźń pomiędzy dwoma osobami. Możliwe, że autorka właśnie to chciała wysunąć na pierwszy plan, przez co zapomniała nieco o tym, by jednak mocniej przyciągnąć czytelnika do swojej historii.





Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu IUVI!

sobota, 15 lipca 2017

Chłopak, który o mnie walczył

Edytuj post 9 komentarzy


Historia ta opowiada o nieco skomplikowanej, ale także cudownej miłości między kompletnie innymi osobami. Ellie to grzeczna, ułożona dziewczyna z dobrego domu, natomiast Jamie to niegrzeczny chłopiec z gangu, który niedawno miał okazję wyjść na wolność z więzienia. Można by powiedzieć, że tacy ludzie się nie zmieniają, jednak chłopak postanawia ułożyć sobie życie od samego początku. Na swojej drodze spotyka przepiękną rudowłosą dziewczynę, w której zakochuje się od pierwszego wejrzenia, jednak nie wiadomo czy ich związek może przetrwać. Mimo tego, że Jamie zakończył życie gangstera, jego przeszłość nie daje mu spokoju, przez co Ellie może znaleźć się w niebezpieczeństwie.


"Chłopak, który o mnie walczył" autorstwa Kirsty Moseley to dalszy ciąg wydarzeń z życia dwójki bohaterów. Muszę przyznać, że nie miałam okazji czytać pierwszej części pt. "Chłopak, który chciał zacząć od nowa", ale mimo wszystko po przeczytaniu kilku recenzji zorientowałam się w temacie i nie miałam większych trudności ze zrozumieniem treści lektury.

Schemat. Wiecznie powtarzający się schemat! Tymi słowami można by w skrócie określić tę historię. Ponownie w książce przedstawiona jest grzeczna, dobrze ucząca się dziewczyna oraz zły chłopczyk z trudną przeszłością, który potrafi owinąć swoją "ofiarę" wokół własnego palca i rozkochać ją w sobie bez reszty. Zainteresowała mnie tematyka więzienia, gangów no i na nowo otrzymałam romansidło, w które te interesujące mnie elementy zostały jedynie wplecione dla "urozmaicenia" fabuły oraz zainteresowania czytelnika.

Co do bohaterów - jednych pokochałam, drugich znienawidziłam od samego początku. Jamie to gość, który mimo wszystko potrafił mnie do siebie przekonać. Niby facet, którego możemy spotkać w co drugiej książce młodzieżowej, ale mimo wszystko moim zdaniem ma "to coś", dzięki czemu czytelnik może obdarzyć go sympatią. Co do Ellie wolałabym się nie wypowiadać, ale skoro już wzięłam się za recenzję...Ellie to typ dziewczyny jak już mówiłam - grzecznej, dobrze wychowanej, otaczającej się masą przyjaciół i nieradzącej sobie w życiu. W skrócie? - rozgotowana, nijaka klucha. W książkach uwielbiam babki z charakterem, jednak tutaj znowu otrzymałam niewinną sierotkę, która chowa się jedynie za plecami swojego mężczyzny.

Cała książka nie była jakoś bardzo zła. Pisałam na początku, że jest to schematyczna historia, ale mimo wszystko należy jej się jakaś pochwała. Przede wszystkim muszę pochwalić autorkę za to, że potrafiła jednak wycisnąć z siebie coś więcej i doprowadzić mnie do łez, radości itd. Kirsty Moseley napisała powieść w prostym, zrozumiałym języku, powieść dość przyjemną oraz lekką w sam raz na samotne weekendy, gdzie chcemy poczytać coś na odprężenie. Myślę, że jest to lektura dla młodzieży lub też niezbyt wymagających czytelników, którzy od czasu do czasu lubią zasiąść przed romansidłem.



Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu HarperCollins.

piątek, 7 lipca 2017

Czytanie jako obowiązek, a nie jako przyjemność

Edytuj post 9 komentarzy
Zapewne w życiu każdego blogera nadchodzi ten cudowny czas, gdy wreszcie zostajemy zauważeni przez wydawnictwa. Są dwie opcje...albo to my wzięliśmy się do roboty i napisaliśmy do wydawnictwa, które najbardziej przykuło naszą uwagę lub czekamy, gdy ludzie z niego sami zainteresują się blogiem oraz naszymi recenzjami.

Założyłam bloga, by dzielić się z innymi czytelnikami moją opinią na temat danej lektury i na początku w ogóle nie myślałam o współpracach, ponieważ nie miałam zielonego pojęcia, że ja też mogę kiedyś z jakimś wydawnictwem pracować. Myślałam, że jest to nieosiągalne dla mojej strony! Po kilku miesiącach zapoznałam się z blogosferą i postanowiłam, że ja również spróbuję się nieco rozwinąć i pójść naprzód, pisząc do wydawnictw propozycję o współpracy, na którą zaczęłam mieć dużą chrapkę. W końcu który czytelnik nie chciałby dostawać "darmowe" książki? Z czasem zaczęło przybywać wydawnictw, a tym samym kolejnych lektur, które zaczęły piętrzyć się na półkach! I wtedy właśnie czytanie zaczęło stawać się moim obowiązkiem....

Znalezione obrazy dla zapytania work gif

Do czego zmierzam? Jeżeli śledzicie mojego bloga, wiecie że ostatnio bardzo długo mnie tutaj nie było. Nie udzielałam się ani na bloggerze, ani IG...po prostu na jakiś czas zniknęłam z życia książkowego. Moim jedynym wytłumaczeniem tej nieobecności jest jedynie lenistwo oraz kryzys książkowy, który ciągnął się za mną niemiłosiernie długo. Dlaczego tak się stało? Tak jak napisałam nieco wyżej - czytanie stało się dla mnie męczącym obowiązkiem, dlatego postanowiłam się nieco od tego na jakiś czas oddalić, by później wrócić pełna sił i chęci do dalszej pracy.

Na początku mogłoby się wydawać, że współprace mają jedynie zalety i nie można na nie narzekać. Ja również tak myślałam, ale do czasu kiedy nie zaczęły napływać do mnie stosy książek, które wołały jedynie "MUSISZ MNIE PRZECZYTAĆ! CZYTAJ, BO TERMINY GONIĄ!". Bywało tak, że niejednokrotnie sama zgadzałam się na kolejne lektury, ale bywało i tak, że paczka z książką przychodziła bez żadnego powiadomienia lub też zwykłego pytania od wydawnictwa czy mam na nią ochotę. To przyczyniło się do coraz to większego stresu związanego z terminami, w których oczywiście musiałam się zmieścić, dlatego też zaczął się jeden wielki wyścig z czasem. W tamtym momencie historie napisane przez autorów w ogóle mnie nie cieszyły, nie ciekawiły oraz nie przenosiły do danego świata. Byłam po prostu przez ten cały czas we własnym pokoju z paniką w głowie, że nie zdążę wywiązać się z obowiązku.

Znalezione obrazy dla zapytania work gif

Czasami trzeba powiedzieć sobie "STOP" i zastanowić się, czy na tym nam zależało przy zakładaniu bloga. Po co go w ogóle założyliśmy? Dla własnej przyjemności z czytania, a następnie dzielenia się informacjami o książkach z innymi czytelnikami czy raczej dla kolejnych to współprac? Teraz siedzę przed laptopem pisząc ten post i dopiero w tym momencie uświadomiłam sobie jak bardzo przesadziłam biorąc sobie na głowę tak wiele obowiązków w jednym czasie. Aktualnie ogarnęłam się z kryzysu czytelniczego i na nowo powróciłam pełna sił i przede wszystkim chęci do przeżywania świetnych przygód stworzonych przez naszych ukochanych pisarzy!




Jakie jest wasze zdanie na temat współprac? Wam też zdarzył się tego typu kryzys przez zbyt wielki natłok obowiązków związanych z kolejnymi książkami od wydawnictw? Dzielcie się swoim zdaniem w komentarzach! :)


piątek, 30 czerwca 2017

Przegląd seriali - Ania, nie Anna

Edytuj post 11 komentarzy

"Ania, nie Anna" to serial od Netflixa, który opowiada historię dobrze znanej nam rudowłosej dziewczynki. Serial miał swoją premierę 19 marca 2017 roku i od tego czasu robi furorę u widzów bez względu na ich wiek!
Podobny obraz

Zapewne każdy z nas zna historię młodej i dość charakterystycznej sierotki, która pewnego dnia za sprawą dziwnej pomyłki trafia pod dach dwójki starszych ludzi. Maryla jest wściekła widząc dziewczynkę zamiast chłopca, który miał pomagać jej bratu w gospodarstwie, dlatego też postanawia, że następnego dnia o świcie Ania wróci do sierocińca. Załamana nastolatka nie traci jednak nadziei i postanawia przekonać do siebie kobietę, by ta zatrzymała ją u siebie i dała prawdziwy dom. Mimo wielu przeciwności Maryla dostrzega w Ani coś wyjątkowego, dlatego daje rudowłosej szansę. Niestety dziewczynka nie ma łatwego życia przez złośliwość sąsiadów z małego miasteczka i okrutne zachowanie rówieśników, którzy nie potrafią zrozumieć, że ta miała niezwykle trudne dzieciństwo. 

Nigdy nie przepadałam za "Anią z Zielonego Wzgórza" i męczyłam się podczas jej czytania. Ania swoją wyjątkowością od czasu do czasu mnie denerwowała, dlatego też nie myślałam, że spróbuję poznać na nowo jej historię, ale w nieco innej formie! Co teraz o tym myślę? Na pewno jest to serial warty obejrzenia przez człowieka w każdym wieku i już nie mogę się doczekać dalszych losów naszych bohaterów! 

Obsada serialu została dobrana IDEALNIE! Nawet nie wiem co powiedzieć na jej temat! W rolę głównej bohaterki wcieliła się 13-letnia dziewczyna - Amybeth McNulty, którą podziwiam za kawał dobrej roboty, mimo tak młodego wieku. Myślę, że niejeden dorosły już aktor z długą listą filmów na koncie może pozazdrościć jej cudownej gry aktorskiej i wczuwania się w graną postać! Na pewno już za niedługo usłyszy o niej większa ilość ludzi!
Reszta osób, które możemy spotkać w serialu, równie świetnej poradziły sobie w swoich rolach! Moim zdaniem dobór całej obsady jest na bardzo wysokim poziomie i sama nigdy jeszcze nie byłam aż tak z niej zadowolona! Tutaj należą się naprawdę wielkie brawa!
Znalezione obrazy dla zapytania ania nie anna

Kolejnym punktem o którym muszę wspomnieć to sama czołówka, która strasznie mnie urzekła. Panuje w niej prostota, delikatność, ale zarazem potrafi zachwycić oglądającego swoją magią, którą ma w sobie. Myślę, że w ten sposób idealnie został oddany charakter Ani. Cały serial posiada tego typu cechy, dlatego uważam, że czołówka idealnie pasuje do całości! 

Myślę, że dla czytelnika i przede wszystkim fana przygód Ani, ważne jest czy serial jest zgodny z książką, czy też starszymi wersjami filmów. Tutaj śmiało mogę powiedzieć, że podobieństwo jest ogromne i twórcy serialu dopilnowali, by dużo szczegółów do siebie pasowało. Teraz, gdy patrzę na serial sama nie mogę uwierzyć, że jeszcze kilka lat temu marudziłam podczas czytania powieści Lucy Maud Montgomery. Jestem po obejrzeniu pierwszego sezonu, zakochałam się w nim bez reszty, dlatego też postanowiłam przedłużyć sobie przyjemność i na nowo rozpocząć czytanie "Ani z Zielonego Wzgórza". Dla cudownego klimatu, świetnych aktorów i przede wszystkim przyjemnych przygód warto usiąść przed ekranem i zatracić się w świecie rudowłosej Ani!

Podobny obraz

sobota, 24 czerwca 2017

Po własnych śladach

Edytuj post 4 komentarze


Święta Bożego Narodzenia. Zima w Zakopanem. Mogłoby się wydawać, że jest wprost idealnie...jest jednak małe "ale". Podczas straszliwej zamieci jeden z bogatych i znanych biznesmenów wpada autem w poślizg i wjeżdża w dom zwyczajnego górala. Powiedzieć można, że był to jedynie nieszczęśliwy wypadek spowodowany złymi warunkami atmosferycznymi, jednak ofiara wypadku miała wprost zmasakrowaną do samych kości twarz, co nasunęło policji podejrzenia o celowym morderstwie z zimną krwią. Pierwsze podejrzenie spada na komisarza Karpiela, którego siostra została przykuta do wózka przez zmarłego już Alberta Cyrwusa. Policjant jednak nie daje się tak łatwo oskarżyć i postanawia wziąć sprawę we własne ręce, aby zbadać tajemniczą śmierć bogacza.


Nigdy nie byłam zwolenniczką powieści kryminalnych. Dlaczego? Możliwe, że nigdy nie mogłam znaleźć coś wystarczająco dobrego oraz ciekawego. I tutaj pojawia się książka Mariusza Koperskiego pt. "Po własnych śladach", która wciągnęła mnie na dobre w akcję przez kilka dni!

Pierwszym plusem jest na pewno sam pomysł na tę historię. Zakopanem, Boże Narodzenie...mogłoby się wydawać, że będzie to spokojna książka, natomiast ni stąd ni zowąd dostajemy niespodziankę w formie tajemniczego wypadku znanego w tamtych okolicach człowieka. Oczywiście nie jest to jedyna dziwna rzecz, którą trzeba będzie dokładnie przeanalizować, ponieważ w lekturze spotykamy porwania, różnego rodzaju intrygi, co na pewno urozmaica i napędza całość!

Bardzo fajnym pomysłem autora jest wprowadzenie do książek chociaż odrobinę kultury tamtejszych terenów. Moim zdaniem było tego troszeczkę za mało i osobiście dodałabym tam nieco więcej informacji dotyczących Zakopanego, tamtejszej mowy itd., ale mimo wszystko miło, że Mariusz Koperski postanowił bardziej wprowadzić nas w te klimaty.

Jedynym i dość dużym minusem, który zauważyłam, to jednak nadmiar wszystkiego. Można by powiedzieć, że przecież to dzięki temu książka staje się ciekawsza, ale dla mnie była ona nieco za ciężka. Lubię, gdy w danej historii dużo się dzieje, ale trzeba pamiętać, że "co za dużo to nie zdrowo" i tak niestety było w tym przypadku. Dużo podobnych do siebie bohaterów, ciągła i nagła zmiana miejsca wydarzeń, sprawiały że w pewnym momencie byłam bardzo zdezorientowana i kilkukrotnie zdarzało mi się cofać kilka kartek wstecz, by ponownie przeczytać dany fragment i wreszcie jako tako go zrozumieć.

Mimo tego na całość nie mogę jakoś bardzo narzekać. Mariusz Koperski stworzył naprawdę dobrą powieść kryminalną, którą warto przeczytać, ale tak jak pisałam wyżej - byłoby lepiej, gdyby autor zawarł w niej nieco mniej informacji i skupił się na jednej rzeczy, ponieważ i on i czytelnik zapewne niejednokrotnie gubił się w całej akcji.



Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Astraia!

poniedziałek, 12 czerwca 2017

Porwana i sprzedana

Edytuj post 5 komentarzy

Życie Sarah już od dziecka było jednym wielkim koszmarem. W rodzinnym domu była świadkiem przemocy fizycznej, natomiast sama doświadczyła molestowania seksualnego ze strony ojca. Przez bardzo długi czas sytuacja ta była ukrywana przed światem, jednak pewnego razu matka dziewczynki domyśliła się, że coś jest nie tak. Mimo wielu spraw sądowych sytuacja w żaden sposób się nie polepszyła. Sarah trafiła do domu dziecka. Mogłoby się wydawać, że w tym miejscu będzie jej o wiele lepiej, jednak sami pracownicy znęcali się nad dziećmi oraz wykorzystywali je seksualnie. Na szczęście po długim czasie bohaterka uciekła z piekła i powróciła do matki. Skończyła szkołę z dość dobrymi wynikami po czym postanowiła szukać pracy. Dzieci były jej powołaniem! Uwielbiała je uszczęśliwiać, ocierać łzy z policzków po starciu kolana, jednak los pokierował ją w nieco inną stronę. Pewnego dnia znalazła ogłoszenie o pracę opiekunki w Amsterdamie. Dziewczyna mimo zakazów matki postanowiła wyrwać się w miasta i pojechać w świat, by wreszcie ułożyć sobie życie. Oczywiście nic nie może trwać wiecznie i tak samo było z jej szczęściem. Sarah zostaje uprowadzona przez ludzi, którzy opublikowali zachęcające ogłoszenie w gazecie. Mimo błagań i płaczu zostaje zmuszona do prostytucji w Ulicy Czerwonych Latarni.


Byliście kiedyś w Amsterdamie? Ja owszem i nigdy nie pomyślałabym, że jest to miasto, w którym rozgrywa się piekło dla tysięcy kobiet. Od samego przyjazdu do tego miejsca byłam wprost zachwycona architekturą, atmosferą i w życiu nie pomyślałabym, że jest to tak negatywne miasto!

Cała historia Sarah napisana jest na faktach. Długo trwało odszukanie dorosłej już kobiety, a przede wszystkim zachęcenie jej do opowiedzenia przerażającej historii, która pozostawiła swój ślad w jej mózgu do końca życia. Wszystko jednak jest możliwe, dzięki czemu powstała ta książka!

Historia ta opowiada o traumatycznym życiu kobiety, która nigdy nie zaznała stuprocentowego szczęścia. Najpierw molestowanie ze strony własnego ojca, następnie przez pracowników domu dziecka, a na samym końcu horror w Ulicy Czerwonych Latarni gdzie musiała usługiwać nieznajomym mężczyznom przez kilka godzin za pieniądze, które zresztą były jej odbierane. Całość pogarszają narkotyki, z których słynie zresztą Amsterdam! Dla tamtejszych kobiet są one jedynie sposobem na przetrwanie za szybami budynku i jedynym wsparciem na jakie mogą liczyć.

Nie wiem jak określić tę lekturę. Nie mogę powiedzieć, że była ona wspaniała, ponieważ jak można nazwać w ten sposób cierpienie wielu niewinnych osób? Mimo wszystko byłam nią zachwycona, ponieważ trafia do czytelnika w bardzo brutalny jak i bezpośredni sposób! Całość napisana jest prostym, zrozumiałym językiem oraz nie mamy w niej do czynienia z długimi, a tym samym zbędnymi opisani, które zazwyczaj pojawiają się w tego typu książkach. Historia niesamowicie mnie wciągnęła w wir tragicznych wydarzeń, mimo że nigdy nie byłam fanką lektur na faktach, a szkoda, bo jak się okazuje mogą one rzeczywiście być bardzo interesujące!


wtorek, 9 maja 2017

Zakazane życzenie

Edytuj post 8 komentarzy

Od wielu wieków tkwiła w swojej lampie, czekając na kolejnego pana. Czekała aż zostanie na nowo uwolniona i wykorzystana, byleby zwykły śmiertelnik mógł przez małą chwilę nacieszyć się spełnionymi marzeniami. Niestety ci nie wiedzą, że życzenia mają swoją cenę, przez co po tysiącach lat dżinny uważa się za potwory, które czekają na zgubę człowieka i trzeba je wytępić. Pewnego dnia młody złodziejaszek za sprawą magicznego pierścienia trafia do zaginionego miejsca. Tam też uwalnia dżinna, stając się jego panem na kolejne trzy życzenia. Dziewczyna spełnia marzenia Aladyna, ponieważ to dzięki nim ma okazję uwolnić jednego z potężnych dżinnów, a tym samym ma szansę na uwolnienie się z lampy raz na zawsze. Niestety przez długi czas nie zdaje sobie sprawy, że łamie jedno z najważniejszych przykazań dżinnów - nie darzyć miłością śmiertelnika. Jest to bardzo trudne, ponieważ tylko Aladyn obdarzył "potwora z lampy" sympatią i pokazał, że jest na równi z ludźmi.

"Miłość nigdy nie jest zła. I tak jak powiedziałaś, nie jest wyborem. Ona po prostu się wydarza, a my jesteśmy wobec niej bezradni"
 

Zapewne każdy z nas zna bajkę Disneya o dżinnach spełniających życzenia, pięknych księżniczkach i złodziejaszkach, których los postanowił się odmienić za sprawą jednej kradzieży. Dzisiaj na nowo poznajemy tę historię, lecz w nieco innym i przede wszystkim oryginalniejszym wydaniu, ponieważ mamy tu do czynienia z miłością pomiędzy śmiertelnikiem, a istotą nadprzyrodzoną.

Książka już od samego początku zapowiadała się niezwykle interesująco, dlatego postanowiłam, że muszę ją mieć na swoich półkach! Po jej przeczytaniu muszę przyznać, że była to bardzo dobra decyzja, gdyż mogłam się cofnąć kilka lat wstecz, gdy byłam jeszcze zabójczo zakochana w Alladynie i sama chciałam posiadać dżinna, który spełni moje najskrytsze marzenia.

Jessica Khoury całą historię przedstawiła jednak w nieco inny sposób, co moim zdaniem wyszło jej na plus. Nie mamy tutaj do czynienia z nudnymi schematami, ale autorka na nowo stworzyła świetną powieść pełną akcji, magicznych opisów, które wciągną czytelnika w świat przedstawiony w "Zakazanym życzeniu".

Bohaterowie książki są bardzo dobrze wykreowani, ponieważ każdy z nich jest całkiem inny. Uważam, że w "Zakazanym życzeniu" nie spotkamy dwóch podobnych do siebie osób, co na pewno jeszcze bardziej urozmaica całość. Aladyn oraz dżinn od pierwszej chwili zdobyli moją sympatię i muszę przyznać, że po zakończeniu czytania trudno było mi się z nimi rozstać. Jeżeli chodzi o osoby oraz stworzenia występujące w książce - brawa dla autorki!

Akcja dzieje się w cudownych klimatach. Pustynie, przepiękne zamki, kobiety w zwiewnych, lekkich ubraniach, owoce...Podczas czytania po prostu człowiek mocno się we wszystko wczuwa, dzięki czemu sama wielokrotnie miałam wrażenie jakbym stała wraz z bohaterami na środku dużej powierzchni pełnej piachu i czekała aż tajemniczy dżinn przybędzie do mnie z lampy, by spełnić kolejne z trzech możliwych życzeń. Świetny klimat, który uwielbiam, więc do szczęścia nic więcej mi nie trzeba było.

Jeżeli miałabym podsumować całość - coś świetnego. "Zakazane życzenie" to lektura obowiązkowa dla czytelników głodnych świetnej, ale też lekkiej historii, która pochłonie ich na kilka godzin. Jak na razie mam wielkiego kaca książkowego po jej przeczytaniu, dlatego myślę, że jeszcze niejednokrotnie będę powracać do czytania tej powieści.
Credits crazykira-resources | LeMex ShedYourSkin | ferretmalfoy masterjinn | colourlovers FallingIntoCreation